Pokazywanie postów oznaczonych etykietą off-road. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą off-road. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2015

The mountains and a regional cuisine

DAY 3
Romania/Maramures



Il. 1 Planning a route



The original plan was to set up another basecamp close to the lake, but for the sake of the summer season, the one shore of the lake was occupied by holidaymakers. We are trying to attack the other, deserted shore, but all forest roads lead us astray and in the end we give up.


Pierwotny plan był taki, aby kolejną bazę założyć nad jeziorem, jednak przez wzgląd na porę wakacyjną, lepiej zagospodarowany brzeg wody okazał się być oblegany przez letników. Próbujemy dokonać ataku na drugi, wyludniony, brzeg, jednak wszystkie leśne drogi prowadzą nas na manowce i w końcu dajemy za wygraną.

Il. 2-4 Passed views





Il. 5 Brook in the valley



We stop for the regional soup in Baia Sprie. In menu is ciorba de burta (tripe soup), ciorba de teranesca (peasant) and ciorba de beans (with string beans). After the meal, through the area of disused gold mine, we enter the mountains (il. 2-4).

For a night we stop in a picturesque valley on the way to Băiuţ (il. 5-6).

Zatrzymujemy się w znanej już nam wcześniej knajpce w Baia Sprie na regionalną zupę. Do wyboru ciorba de burta (flaki), ciorba de teranesca (chłopska) i ciorba de fasola (z fasolą szparagową), a następnie przez teren nieczynnej już kopalni złota, wjeżdżamy w góry (il. 2-4).

Biwak zakładamy w malowniczej dolinie na trasie do Băiuţ (il. 5-6).


Il. 6 Unpacking cars


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Our savior: the teenage mutant ninja turtle

DAY 10: Albania
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures


Il. 1 Rodeo in the trunk



Il. 2 Never ending road



And again shaking our asses through the mountains (Il. 1). Inadequate roads lead us straight to the mosque, but after about five-hour sightseeing in all the surrounding peaks and valleys, finally! We are able to go on the asphalt. It's just that not where we would like.

I znowu trzęsiawka przez góry (il. 1). Niewłaściwe drogi prowadzą nas prosto do meczetu, ale po ok. pięciogodzinnym zwiedzaniu wszystkich okolicznych szczytów i dolin, w końcu udaje nam się wyjechać na asfalt. Tyle, że nie tam, gdzie byśmy sobie tego życzyli. 


Il. 3-4 We are wandering here and there




Tired and hungry, we're trying to do some shopping (buy bread in rural shops it is not feasible, we advise you to bring your supplies from the nearest town) and eat something regional. We're hunting for a goat and in the "restaurant" we ger the goat. It's just that it's frozen to the bone, which infuriates Wojtek. It is worth to add, that the usual practices is to ordered the number of kilograms of meat, not  the number of servings. And we didn't know that. So we get for our group of six persons: 4 about 1 kilo chicken and 2 kilo of ice cream made of dismembered goat  (underage waiter who apparently was replacing his parents at work didn't know that it's not enough to throw for 10 minutes in the pan frozen meat, to make it suitable for consumption).

Zmęczeni i wygłodniali usiłujemy zrobić zakupy (nabycie chleba w wiejskich sklepikach okazuje się niewykonalne, radzimy zabrać ze sobą zapas z najbliższego miasta) i zjeść coś regionalnego. Polujemy na kozę i w "restauracji" kozę dostajemy. Tyle, że zmrożoną na kość, co doprowadza do furii Wojciecha. Warto dodać, że przyjętym zwyczajem kelnerowi podaje się ilość kilogramów zamawianego mięsa, nie zaś jak u nas przyjęte ilość porcji. Dostajemy zatem na naszą sześcioosobową grupę 4 kilogramowe kurczaki i 2 kilo poćwiartowanych lodów z kozy (nieletni kelner najwyraźniej zastępował rodziców w pracy i nie wiedział, że nie wystarczy zmrożonego na kość mięsa wrzucić na 10 minut na patelnię, aby nadawało się do spożycia).


Il. 5 Turtle would-be suicide



The fastest way to reach the right track is driving again through the mountains. This time we have more luck. Saving wild turtle from death under the wheels of our car (Il. 5), we meet a team raft, which points us in the right direction or driving. Very tired we pitched camp at the pass.

Na interesującą nas drogę najszybciej dotrzeć znowu jadąc przez góry. Tym razem mamy jednak więcej szczęścia. Ratując dzikiego żółwia przed kołami naszego samochodu (il. 5), spotykamy ekipę raftingową, która wskazuje nam względnie właściwy kierunek jazdy. Umęczeni rozbijamy obóz na przełęczy.


Il. 6-7 Vistas





niedziela, 24 sierpnia 2014

Stone shepherd

DAY 10: Albania
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures

Sunday began sluggishly. Frying on the sun loungers like a bacon and rinsing sweat in the lake, we have a vacation from vacation. Miss Susan over and over dive to disperse shoals of small fish. The noon is coming. Time to move on.

Niedziela zaczęła się leniwie. Mamy wakacje od wakacji. Smażymy się na leżakach niczym bekon na patelni, a pot spłukujemy w jeziorze. Panna Zuzanna raz po raz daje nura pod wodę rozpędzając ławice małych rybek. Zbliża się południe. Czas ruszać w drogę.



Il. 1-2 We enter the Albanian mountains






We drive south through the mountains. The roads and villages are not marked on the map. From time to time we pass a lumberjack or a shepherd. Time passes, and all crossroads looks alike. However, we persistently claim that we haven't lost. Oh no! We tell ourselves that we went somewhere else than we have originally planned deliberately, to get dirty in the mud (il. 4).


Kierujemy się na południe przez góry. Drogi nieoznaczone, wsi opisanych na mapie brak. Od czasu do czasu mijamy jakiegoś drwala lub pasterza. Czas płynie, a wszystkie skrzyżowania wyglądają jednakowo. My jednak uporczywie twierdzimy, że nie zabłądziliśmy. O nie! Wmawiamy sobie, że specjalnie pojechaliśmy nie tam, gdzie pierwotnie planowaliśmy, aby wreszcie zaliczyć jakieś błotko (il. 4 ).


Il. 3 Never ending road :)



Il. 4 Splash!



Because our map proved to be inaccurate, we have to ask shepherds for directions (including those who smell like smoked cheese). This time T. is assigned to talk with sitting by the road Albanian.  T. starts the conversation, as usual, very politely: "Excuse me, Mister, I have such a little question...", because of his myopia with the stone, which (according to T.) looks like a shepherd. Stone for unknown reasons, does not respond to provocations, remains silent and unmoved (maybe it was a troll, lost in his own thoughts, and that is why he didn't answer? We'll never know.). Few moments later, T. has located TRUE shepherd, who turns out to be far more helpful.

Another hour and another shepherd. This time our savior draws us a map... consisting of two vertical lines and one horizontal (il. 6). With a little imagination, it can be interpreted as the quipus (talking knots) reproduced on paper.

Ponieważ mapa, którą posiadamy okazała się niezbyt dokładna, a na naszym GPSie Albania jest w zasadzie białą plamą, musimy się ratować pytaniem o drogę napotkanych pasterzy (również takich, którzy pachną jak wędzony ser). Tym razem T. zostaje oddelegowany do rozmowy z siedzącym nieopodal drogi albańczykiem. Przez swoją nastręczającą problemów krótkowzroczność T. rozpoczyna konwersację, jak zwykle bardzo uprzejmie: "Przepraszam Szanownego Pana najmocniej, mam takie pytanko...", z kamieniem, który (wg T.) do złudzenia przypomina pasterza. Kamień z przyczyn nieznanych, nie reaguje na zaczepki, pozostaje niemy i niewzruszony (może to był kontemplujący troll i dlatego nie odpowiedział? Tego już nigdy się nie dowiemy.). Chwilę później zlokalizowany PRAWDZIWY pasterz, okazuje się zdecydowanie bardziej pomocny.

Kolejna godzina i kolejny pasterz. Tym razem nasz wybawca rysuje nam mapę... składającą się z dwóch kresek pionowych i jednej poziomej (il. 6). Przy odrobinie wyobraźni można ją zinterpretować jako kipu (pismo węzełkowe) odwzorowane na papierze.


Il. 5 Lunch stop



Il. 6 Map drawn by a shepherd




Time is running out, but not kilometers. Slowly begins to dusk, so we assume the camp over the river, behind the bridge, which probably remember the times of the ancient Romans and does not arouse too much trust in us.

Kilometrów wciąż nie ubywa, w przeciwieństwie do dnia. Pomału zaczyna zmierzchać, więc zakładamy obóz nad rzeką, zaraz za mostem, który pamięta prawdopodobnie jeszcze czasy starożytnych rzymian i nie wzbudza w nas zbytniego zaufania. 


Il. 7 Slow sunset in the mountains



Il. 8-9 Who has the courage to cross this bridge?









piątek, 22 sierpnia 2014

The moonscape

DAY 8, PART 2/2: Macedonia
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures

Enchanting valley multitude of hills and rock formations stops us rom further driving. We decide to set up camp in this charming corner of the world (Il. 8-11). In the distance we see a cluster of cottages with red roofs (il. 11).

Zatrzymuje nas dopiero dolina zachwycająca mnogością wzniesień i formacji skalnych. Postanawiamy zatrzymać się na nocleg w tym urokliwym zakątku świata (il. 8-11). W dole rysuje się garstka domów z czerwonymi dachami (il. 11).


Il. 8-11 Fabulous landscape









We're going to walk to the village, which turns out to be still inhabited, but in large part turned into rubble. We pass abandoned stone houses and vehicles of the 50s, which slowly begins to absorbed by a mother nature (il. 15), "Zdravo!" - we wlcome shepherds returning to their homes. Our attention attracted lot of tobacco leaves drying under thatched roofs.

We return to the car and in the flattest place, namely: close to the edge of the precipice, in the dark, we set up our tents.

Wybieramy się na spacer do wioski, która okazuje się być zamieszkała, choć w sporej części przemieniona w gruzowisko. Opuszczone kamienne domy i pojazdy z lat 50-tych, które pomału pochłania matka natura (il. 15) "Zdravo!" - witamy się z pasterzami powracającymi do domów, a naszą uwagę przykuwają znaczne ilości tytoniu, suszącego się pod strzechami stodół. 

Wracamy do samochodu i już w ciemności rozbijamy namioty, w najbardziej płaskim miejscu tj. blisko krawędzi przepaści.


il. 12 Lonely wanderer



Il. 13 Talismans created to protect against the evil eye



Il. 14-15 In the village






Dormouse and Evil Eye

DAY 8, PART 1/2: Macedonia
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures


First week of our trip behind us. We get up at 6:00 in fear of burning heat, which is promised by a dazzling bright sphere of the sun, wandering already above the line of the nearby summits. we keep on driving through the mountains. The national roads marked on the map present rather poorly. In conclusion: off-road, off-road and again off-road. We are moving at breakneck speed of 15-20 km / h. It is before noon, and the temperature has already begun to test our strength. We sweat out more water than we can drink. We pass many abandoned villages, in one of them we find a forgotten minaret (il. 1) and tree with a big hole, resembling the baobab tree (il. 2).

Minął pierwszy tydzień podróży. Wstajemy o 6:00 w obawie przed palącym żarem, który zapowiada oślepiająca jasna kula słońca, wędrująca już powyżej lini pobliskich szczytów. Ruszamy w dalszą drogę na przełaj przez góry. Drogi oznaczone na mapie jako krajowe prezentują się raczej mizernie. Podsumowując: off-road, off-road i jeszcze raz off-road. Mkniemy z zawrotną prędkością 15-20 km/h. Jest przed południem, a temperatura już zaczęła testować naszą wytrzymałość. Wypacamy więcej wody niż jesteśmy w stanie wypić. Mijamy wiele opuszczonych wiosek, w jednej odnajdujemy zapomniany minaret (il. 1) i dziurawe drzewo przywodzące na myśl baobab (il. 2).


il. 1 Minaret
il. 2 The very old tree






We eat lunch with feet in the stream (il. 3). Close to the riverbed W. discovers, in a metal tube, a hairy monster with big ears and eyes. Ladies and Gentlemen, who still doesn't know, let him find pleasure in knowing, because here in front of you: Dormouse! (il. 4: image is borrowed, because we hadn't been lucky enough to capture it on a photo). More about dormose at: http://en.wikipedia.org/wiki/Edible_dormouse


Drugie śniadanie spożywamy z nogami w potoku (il. 3), w pobliżu którego W. znajduje, kryjącą się w metalowej rurze, włochatą potworę z dużymi uszami i oczami. Panie i Panowie, kto jeszcze nie zna, niechaj odnajdzie przyjemność w poznaniu, bo oto przed Państwem: Popielica! (il. 4: zdjęcie zapożyczone, my nie mieliśmy dość szczęścia, aby ją uchwycić). Tutaj można o niej więcej poczytać: http://pl.wikipedia.org/wiki/Popielica


il. 3 Time for lunch


il. 4 Dormouse
Source: http://static.animalzoo.ro/



15:30 We stop to replenish water from a fountain surrounded by a swarm of bees. We don't have long to wait for their owner, who invites us to his house to regale us by a honey (il. 5-6). With his wife Cwieta, they talk about their children and grandchildren, bringing to try a variety of own production alcoholic drinks and fresh, chopped cucumbers and beets sprinkled with vinegar. Yummy! In retur we share with them Palinka prepared by our Romanian friends.

The beekeeper warns us against the hard way forward, but we bravely go further. Then suddenly... appears to our eyes a bit frightening view: fluffy, teddy bear, brutally nailed to a tree (il. 7). Have we found a place similar to the Island of Dolls (http://www.isladelasmunecas.com/)? We will find the explanation of this situation in Albania, where it's a common view. Soft toys are like talismans to protect people against the "evil eye" ("famous for keq" or "Syria and keq" - more on: http://en.wikipedia.org/wiki/Evil_eye).

15:30 Zatrzymujemy się uzupełnić zapasy wody u źródła otoczonego przez rój pszczół. Nie musimy długo czekać na ich właściciela, który zaprasza nas do swego domu, aby ugościć nas miodem (il. 5-6). Wraz z małżoną Cwietą, raczą nas opowieściami o swoich dzieciach i wnukach, częstując przy tym rozmaitymi trunkami własnej produkcji oraz świeżymi,posiekanymi ogórkami i burakami skropionymi octem. Pyszności!. Odwzajemniamy się palinką przyrządzoną przez naszych rumuńskich znajomych.

Gospodarze przestrzegają nas przed trudami dalszej drogi, lecz my niezłomni brniemy dalej przed siebie. Aż tu nagle... naszym oczom ukazuje się taki oto mało pokrzepiający widok: puchaty, pluszowy niedźwiadek, bestialsko przybity do drzewa (il. 7). Czyżbyśmy znaleźli się w miejscu podobnym do Wyspy Lalek (http://www.isladelasmunecas.com/)? Cała sytuacja wyjaśnia się dopiero w Albanii, gdzie powieszone niczym wiechy czy przybite do płotu pluszaki są częstym widokiem przy wiejskich domach. Są one niczym talizmany, które mają chronić mieszkańców, którzy wrócili do tradycyjnych albańskich wierzeń, przed "okiem zła" ("syni keq" lub "syri i keq" - więcej na: http://en.wikipedia.org/wiki/Evil_eye).


il. 5-6 Gościnnie



il. 7 Poor Teddy