Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adventure. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adventure. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 sierpnia 2014

Farewell to the sea

DAY 13, PART 3/4: Montenegro
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures


il. 1 Last look at Montenegro sea



The beaches in this part of the country are not particularly attractive. To enter the water you have to go directly from rocks or from concrete platforms with stairs. This can be an obstacle for people who feel insecure in the water, have difficulty with mobility or for families with small children.

Upon reflection we choose a rocky descent to the sea to to cool off a bit in the water before entering in the central part of the country. (il. 2)

il. 2 Two octopus in the water


Plaże w tej części kraju nie są szczególnie atrakcyjne. Do wody schodzi się bezpośrednio ze skał lub z betonowych podestów po schodach. Może to stanowić przeszkodę dla osób, które niepewnie czują się w wodzie, mają trudności z poruszaniem się lub dla rodzin z małymi dziećmi.

My po zastanowieniu wybieramy skaliste zejście do morza, by przed wjechaniem w głąb kraju, jeszcze raz schłodzić się trochę w wodzie. (il. 2)


il. 3 Wanderer above the Sea of Fog. Inspired by Caspar Friedrich.



After a swim we head towards Nikšić, near which we find a small, but very bushy glade in the forest. Although there is little space for tents, then at least no shortage of wood for Pieczonki.

Po kąpieli kierujemy się w stronę Nikšić, powyżej którego znajdujemy małą, za to wybitnie zakrzaczoną polankę w środku lasu. Choć na namioty miejsca mało, to przynajmniej nie brakuje nam drewna na pieczonki.

il. 4 Our basecamp at morning. Bushes everywhere.


środa, 27 sierpnia 2014

Lake Skadar in the main role

DAY 12, PART 2/2: Montenegro
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures



Il. 1 village by the lake Skadar



Il. 2 The lost land


Montenegro welcomes us with unripe pomegranates (il. 3), beautiful towns and extremely attractive cows (il. 4). After a small adventures we find the path that leads us along the shores of Lake Skadar. On the way we give cunning crone two cigarettes (rather than four, which she pretentious demands of us), and we find the tree with hairy pears - which, to be honest, don't taste good.

Czarnogóra wita nas niedojrzałymi granatami (il. 3), pięknymi miasteczkami oraz nad wyraz atrakcyjnymi krowami (il. 4). Po małych perypetiach odnajdujemy drogę, która prowadzi nas wzdłuż brzegu jeziora Szkoderskiego. Na trasie obdarowujemy chytrą babę dwoma papierosami (nie zaś czterema, których pretensjonalnie od nas żąda) i znajdujemy drzewo z włochatymi gruszkami, które mówiąc szczerze, nie smakują najlepiej.


Il. 3 In the Polish language grenade and pomegranate is the same word.
Illustration by Zuzanna Wilczynska



Il. 4 Why did the cow cross the road? 
- To get to the udder side. Ha ha ha...
More jokes about cows: jokes4us
Illustration by Zuzanna Wilczynska




After a lot of pictures and a stunning views, faster than we want to, the evening comes. Our car battery shows signs of a lack of charging. We arrive at the village of Virpazar and from there we go by over 4 km long tunnel (Sozina) to the coast. In Sutomore, on our map is marked a campsite, but it turns out to be a false trail. We head towards the Bar, which is a larger town. We hope that there we will find a camping.

Dużo zdjęć i dużo zachwycających widoków za nami. Szybciej niż byśmy sobie tego życzyli nastaje wieczór, a nasz akumulator wykazuje oznaki braku ładowania. Dojeżdżamy do miejscowości Virpazar i stamtąd kierujemy się ponad 4 km długości tunelem Sozina na wybrzeże. W Sutomore na naszej mapie jest zaznaczone pole namiotowe, ale okazuje się to fałszywym śladem, więc kierujemy się w stronę większego miasta o zacnej nazwie Bar, w nadziei, że tam uda nam się znaleźć miejsce kempingowe.


Il. 5 The islands on Lake Skadar



Il. 6 Road along the lake is very winding and dangerous, unfortunately not all travelers are fortunate enough to cross it safely...



Il. 7 Although the shore of the lake looks very tempting from the distance, we can't find any access for swimming. In Montenegro there is no designated beaches near to Skadar lake, in Albania there is only a few.



It's after sunset, but our car is flooded by a glow of light instead of the dark. Crowds of people on the streets, bustling, fun, stores open 24 hours. We feel almost like in Las Vegas. The event is in full swing, but we can't find the campsite. We locate tourist information where a nice lady directs us to Čanj. And rightly so! Because campsite turns out to be extensive and colorful like in a hippie commune. Also the password for WiFi: Love4all fits like a glove. Fortunately accommodating countrymen undertake recharge our battery. We know now, that the alternator is not charging while driving. Finally we can take a warm shower and go sleep.

Jest już po zachodzie słońca, a nasz samochód miast ciemności zalewa blask świateł. Tłumy ludzi na ulicach, gwar, zabawa, sklepy czynne 24h. Czujemy się niczym w Las Vegas. Impreza trwa w najlepsze, ale kempingu brak. Namierzamy zamykający się właśnie punkt informacji turystycznej skąd miła Pani kieruje nas do Čanj. I słusznie! Bo pole namiotowe okazuje się rozległe i kolorowe rodem z jakiejś hipisowskiej komuny, do której hasło do WiFi: Love4all pasuje jak ulał. Na szczęście uczynni rodacy zobowiązują się naładować nasz akumulator, który jak już wiemy, na skutek awarii alternatora, się nie ładuje podczas jazdy. Nareszcie czeka nas ciepły prysznic i upragniony sen.



wtorek, 26 sierpnia 2014

The little bear and a fiery sunset

DAY 11, PART: 2/2: Albania
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures


Il. 1 Little bear seen in Durres



We leave Berat and drive to Durrës, the second largest city in Albania (in the years 1913 to 1920 it was the capital of Albania), which offers to visitors the warm Adriatic sea and fine sand. Because the high season and crowds of people, is not something we particularly are looking for, we decide to spend here just as much time as necessary. Looking for a supermarket, we pass the bear on a leash (?!), which arouses both enchantment and compassion (Fig. 1, but have not managed to take pictures).

Opuszczamy Berat i zmierzamy do Durrës, drugiego co to wielkości miasta w Albanii (w latach 1913-1920 było stolicą), które oferuje turystom ciepłe adriatyckie morze i drobny piasek. Ponieważ pełnia sezonu i tłumy ludzi, to nie jest coś, czego szczególnie poszukujemy podczas wyjazdu, postanawiamy spędzić w mieście tylko tyle czasu ile to konieczne. Szukając supermarketu, mijamy prowadzonego na sznurku niedźwiadka, który wzbudza w nas zarówno zachwyt jak i współczucie (il. 1, niestety nie zdążyliśmy zrobić zdjęcia).


Il. 2-3 Remains of fortifications




Part of the team goes out to explore the remains of fortifications built at the turn of 5th and 6th century byy the Byzantine Emperor Anastasius I (il. 2-3), and the Roman amphitheater (the largest in the balkans) from the beginning of the 2nd century. The rest of the team, unfortunately, forced to official duties, is looking for a cafe with internet access (in Durrës, fortunately, is not that hard to find) to fulfills their employee duties.

For a night we are looking for less tourist and crowded location. Using the backroads we pulled up on the beach far away from any buildings.  It almost completely deserted with the advent of dusk. Today we sleep under the open sky with the light of stars, lulled to sleep by the sounds of waves.


Część ekipy udaje się na zwiedzanie pozostałości murów obronnych wybudowanych na przełomie V i VI w. przez cesarza bizantyjskiego Anastazjusza I (il 2-3) oraz rzymski amfiteatr (największy na bałkanach) z początku II wieku. Reszta drużyny niestety naglona obowiązkami służbowymi, poszukuje kawiarni z dostępem do internetu (w Durrës na szczęście nie jest to takie trudne) i wypełnia swoje pracownicze powinności.

Na nocleg szukamy mniej turystycznego i tłocznego miejsca. Bocznymi drogami zajeżdżamy nad oddaloną od zabudowań plażę, która wraz z nastaniem zmierzchu niemal całkowicie pustoszeje. Dzisiaj śpimy pod gołym niebiem, przy blasku gwiazd, kołysani do snu szumem morskich fal.


Il. 10 Bay over which we spent the night



Il. 11 Sunset


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Our savior: the teenage mutant ninja turtle

DAY 10: Albania
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures


Il. 1 Rodeo in the trunk



Il. 2 Never ending road



And again shaking our asses through the mountains (Il. 1). Inadequate roads lead us straight to the mosque, but after about five-hour sightseeing in all the surrounding peaks and valleys, finally! We are able to go on the asphalt. It's just that not where we would like.

I znowu trzęsiawka przez góry (il. 1). Niewłaściwe drogi prowadzą nas prosto do meczetu, ale po ok. pięciogodzinnym zwiedzaniu wszystkich okolicznych szczytów i dolin, w końcu udaje nam się wyjechać na asfalt. Tyle, że nie tam, gdzie byśmy sobie tego życzyli. 


Il. 3-4 We are wandering here and there




Tired and hungry, we're trying to do some shopping (buy bread in rural shops it is not feasible, we advise you to bring your supplies from the nearest town) and eat something regional. We're hunting for a goat and in the "restaurant" we ger the goat. It's just that it's frozen to the bone, which infuriates Wojtek. It is worth to add, that the usual practices is to ordered the number of kilograms of meat, not  the number of servings. And we didn't know that. So we get for our group of six persons: 4 about 1 kilo chicken and 2 kilo of ice cream made of dismembered goat  (underage waiter who apparently was replacing his parents at work didn't know that it's not enough to throw for 10 minutes in the pan frozen meat, to make it suitable for consumption).

Zmęczeni i wygłodniali usiłujemy zrobić zakupy (nabycie chleba w wiejskich sklepikach okazuje się niewykonalne, radzimy zabrać ze sobą zapas z najbliższego miasta) i zjeść coś regionalnego. Polujemy na kozę i w "restauracji" kozę dostajemy. Tyle, że zmrożoną na kość, co doprowadza do furii Wojciecha. Warto dodać, że przyjętym zwyczajem kelnerowi podaje się ilość kilogramów zamawianego mięsa, nie zaś jak u nas przyjęte ilość porcji. Dostajemy zatem na naszą sześcioosobową grupę 4 kilogramowe kurczaki i 2 kilo poćwiartowanych lodów z kozy (nieletni kelner najwyraźniej zastępował rodziców w pracy i nie wiedział, że nie wystarczy zmrożonego na kość mięsa wrzucić na 10 minut na patelnię, aby nadawało się do spożycia).


Il. 5 Turtle would-be suicide



The fastest way to reach the right track is driving again through the mountains. This time we have more luck. Saving wild turtle from death under the wheels of our car (Il. 5), we meet a team raft, which points us in the right direction or driving. Very tired we pitched camp at the pass.

Na interesującą nas drogę najszybciej dotrzeć znowu jadąc przez góry. Tym razem mamy jednak więcej szczęścia. Ratując dzikiego żółwia przed kołami naszego samochodu (il. 5), spotykamy ekipę raftingową, która wskazuje nam względnie właściwy kierunek jazdy. Umęczeni rozbijamy obóz na przełęczy.


Il. 6-7 Vistas





niedziela, 24 sierpnia 2014

Stone shepherd

DAY 10: Albania
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures

Sunday began sluggishly. Frying on the sun loungers like a bacon and rinsing sweat in the lake, we have a vacation from vacation. Miss Susan over and over dive to disperse shoals of small fish. The noon is coming. Time to move on.

Niedziela zaczęła się leniwie. Mamy wakacje od wakacji. Smażymy się na leżakach niczym bekon na patelni, a pot spłukujemy w jeziorze. Panna Zuzanna raz po raz daje nura pod wodę rozpędzając ławice małych rybek. Zbliża się południe. Czas ruszać w drogę.



Il. 1-2 We enter the Albanian mountains






We drive south through the mountains. The roads and villages are not marked on the map. From time to time we pass a lumberjack or a shepherd. Time passes, and all crossroads looks alike. However, we persistently claim that we haven't lost. Oh no! We tell ourselves that we went somewhere else than we have originally planned deliberately, to get dirty in the mud (il. 4).


Kierujemy się na południe przez góry. Drogi nieoznaczone, wsi opisanych na mapie brak. Od czasu do czasu mijamy jakiegoś drwala lub pasterza. Czas płynie, a wszystkie skrzyżowania wyglądają jednakowo. My jednak uporczywie twierdzimy, że nie zabłądziliśmy. O nie! Wmawiamy sobie, że specjalnie pojechaliśmy nie tam, gdzie pierwotnie planowaliśmy, aby wreszcie zaliczyć jakieś błotko (il. 4 ).


Il. 3 Never ending road :)



Il. 4 Splash!



Because our map proved to be inaccurate, we have to ask shepherds for directions (including those who smell like smoked cheese). This time T. is assigned to talk with sitting by the road Albanian.  T. starts the conversation, as usual, very politely: "Excuse me, Mister, I have such a little question...", because of his myopia with the stone, which (according to T.) looks like a shepherd. Stone for unknown reasons, does not respond to provocations, remains silent and unmoved (maybe it was a troll, lost in his own thoughts, and that is why he didn't answer? We'll never know.). Few moments later, T. has located TRUE shepherd, who turns out to be far more helpful.

Another hour and another shepherd. This time our savior draws us a map... consisting of two vertical lines and one horizontal (il. 6). With a little imagination, it can be interpreted as the quipus (talking knots) reproduced on paper.

Ponieważ mapa, którą posiadamy okazała się niezbyt dokładna, a na naszym GPSie Albania jest w zasadzie białą plamą, musimy się ratować pytaniem o drogę napotkanych pasterzy (również takich, którzy pachną jak wędzony ser). Tym razem T. zostaje oddelegowany do rozmowy z siedzącym nieopodal drogi albańczykiem. Przez swoją nastręczającą problemów krótkowzroczność T. rozpoczyna konwersację, jak zwykle bardzo uprzejmie: "Przepraszam Szanownego Pana najmocniej, mam takie pytanko...", z kamieniem, który (wg T.) do złudzenia przypomina pasterza. Kamień z przyczyn nieznanych, nie reaguje na zaczepki, pozostaje niemy i niewzruszony (może to był kontemplujący troll i dlatego nie odpowiedział? Tego już nigdy się nie dowiemy.). Chwilę później zlokalizowany PRAWDZIWY pasterz, okazuje się zdecydowanie bardziej pomocny.

Kolejna godzina i kolejny pasterz. Tym razem nasz wybawca rysuje nam mapę... składającą się z dwóch kresek pionowych i jednej poziomej (il. 6). Przy odrobinie wyobraźni można ją zinterpretować jako kipu (pismo węzełkowe) odwzorowane na papierze.


Il. 5 Lunch stop



Il. 6 Map drawn by a shepherd




Time is running out, but not kilometers. Slowly begins to dusk, so we assume the camp over the river, behind the bridge, which probably remember the times of the ancient Romans and does not arouse too much trust in us.

Kilometrów wciąż nie ubywa, w przeciwieństwie do dnia. Pomału zaczyna zmierzchać, więc zakładamy obóz nad rzeką, zaraz za mostem, który pamięta prawdopodobnie jeszcze czasy starożytnych rzymian i nie wzbudza w nas zbytniego zaufania. 


Il. 7 Slow sunset in the mountains



Il. 8-9 Who has the courage to cross this bridge?









sobota, 23 sierpnia 2014

Two lakes view from the one summit

DAY 9: Macedonia/Albania
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures

Fast Breakfast and departure action behind us. We leave the mountains and go by main roads ahead  to the lake Prespa (il. 1-2), and further the scenic route through the National Park Galicica (entry fee), to the Albanian part of Lake Ohrid. Galicica is a mountain range separating the two biggest, mentioned earlier, lakes of Macedonia (lying partly within the boundaries of Albania). The highest peak is Magaro (2254 m  above sea level), but in area of Livada Pass (il. 3; 1568 m) you can see both lakes. Each lake is different. Lake Prespa welcomes with sandy beaches, greenfield coast and diversity of wild birds (including pelicans habitats). From above the Ohrid Lake looks like sea bay (il. 4), but more about this we'll tell later.

Za nami sprawnie przeprowadzona akcja śniadaniowa i wyjazd. Opuszczamy góry i kierujemy się głównymi drogami w stronę jeziora Prespańskiego (il. 1-2), a później malowniczą drogą przez Park Narodowy Galicica (płatny wjazd), na Albańską część jeziora Ochrydzkiego. Galicica to pasmo górskie oddzielające dwa największe, wspomniane wcześniej, jeziora Macedonii (leżące częściowo w granicach Albanii). Najwyższy szczyt to Magaro (2254 m n.p.m.), ale już z okolic przełęczy Livada (il. 3; 1.568 m n.p.m.) rozciąga się widok na oba jeziora. Jeziora wyraźnie się od siebie różnią. Jezioro Prespańskie wita piaszczystymi plażami, mniej zagospodarowanym brzegiem i różnorodnością dzikiego ptactwa (w tym siedliskami pelikanów). Z góry jezioro Ochrydzkie wygląda niczym morska zatoka (il. 4), ale nieco więcej na jego temat wyjawimy później.


Il. 1-2 Lake Prespa




Il. 3 Livada Pass



Il. 4-5 Lake Ohrid




We are going to Albania. Shortly after crossing the border, we find it is the least European of European countries (in terms of culture, which is quite understandable, after many years of isolation), in which we had the pleasure to be. Horn is a basic tool for the driver who would rather sparse observe the rules of the road. Sometimes you see someone who drives in wrong direction. The quality and quantity of roads leaves a lot to be desired...

Returning to the thread of Lake Ohrid: a crowd of people in the water (il. 5) or on the sun lounger frying their bodies. It prompts us to reflect that it will be hard not to find accommodation at the campsite. The beaches are stony and the water is shallow. Steam and standing in waist-deep water human figures, brings to our minds Roman baths. We ride along the shoreline past the tourist towns, which are teeming with life and sellers of very fresh (still alive) fish (il. 6). Finally, we choose camping with access to the lake (il. 7). Civilization! There is a bathroom, electricity, Wi-Fi and concrete pier with sun loungers available.

Wjeżdżamy do Albanii. Już zaraz po przekroczeniu granicy stwierdzamy, że jest to najmniej europejskie z europejskich państw (pod względem kulturowym, co jest raczej zrozumiałe po wielu latach izolacji), w których mieliśmy przyjemność być. Klakson to podstawowe narzędzie kierowcy, którzy raczej nielicznie przestrzegają przepisów drogowych. Czasem można dostrzec kogoś, kto niezrażony jedzie pod prąd. Jakość i ilość dróg pozostawia jeszcze wiele do życzenia... 

Wracając do jeziora Ochrydzkiego: tłum ludzi pławiących się przy brzegu jeziora (il. 5) i smażących swoje ciała na leżakach, skłania nas ku refleksji, że ciężko będzie znaleźć nocleg poza polem namiotowym. Plaże są kamieniste, a płycizna ciągnie się daleko w głąb jeziora. Parująca woda i stojące zanużone po pas postacie ludzkie, przywodzą na myśl termy rzymskie. Jedziemy wzdłuż linii brzegowej mijając turystyczne miasteczka, w których tętni życie i sprzedawców bardzo świeżych (bo wciąż żywych) ryb (il. 6). W końcu wybieramy kemping z dostępem do jeziora (il. 7). Cywilizacja! Jest łazienka, prąd, Wi-Fi i betonowe molo z leżakami do dyspozycji. 



Il. 6 



Il. 7



In the water the fish are doing a scrub to our calves. Aquatic snakes and crabs can be caught without much difficulty (il. 8-9). It promises to be a relaxing afternoon.

W wodzie rybki robią peeling naszym łydkom, a wodne węże i kraby dają się schwytać bez większych trudności (il. 8-9). Zapowiada się relaksujące popołudnie. 


Il. 8-9 Water monsters






czwartek, 21 sierpnia 2014

Do you know how to made Tavče Gravče?

DAY 7: Bulgary/Greece/Macedonia
Romania-Bulgaria-Greece-Macedonia-Albania-Montenegro with Aventura Maramures


For breakfast, due to the fact that the seal in the burner is ruptured, ignoring protests from tour leader (read Mały), we decide to prepare sausages grilled on a campfire. I definitely do not recommend this method of preparating the sausages. Burned-covered on the top with uggly bubbles and inside remained rather cool. We bravely eat almost all, because we didn't want to waste food.

The next stop after crossing the Greek border in the National Park of Lake Kerkini (http://kerkini.gr/). We're welcome by a herd of buffalo (il. 1-2) and a wealth of wild birds (il. 3-4). As befits a true tourists, we pull out cameras and passionately take pictures. Having satisfied our lust, we head towards the border with Macedonia. We pass the disappearing lake Dojran, where we didn't manage to bathe despite of our best intentions. We move our hopes on a small lake situated in a picturesque valley.

Na śniadanie, z racji tego, że pękła uszczelka w palniku, ignorując protesty kierownika wycieczki (czytaj Małego), postanawiamy przygotować grillowane na ognisku parówki. Definitywnie nie polecamy tego sposobu przyrządzania parówek. Z wierzchu pokryła je spalenizna i nieatrakcyjne bąble, wewnątrz pozostały raczej chłodne. Nie chcąc jednak marnować jedzenia, dzielnie pochłonęliśmy niemal wszystkie.

Kolejny przystanek już za grecką granicą w Parku Narodowym Jeziora Kerkini (http://kerkini.gr/). Powitało nas tutaj stado bawołów (il. 1-2) i bogactwo dzikiego ptactwa (il 3-4). Jak przystało na prawdziwych turystów, wyciągamy aparaty i namiętnie robimy zdjęcia. Zaspokoiwszy naszą chuć, kierujemy się w stronę granicy z Macedonią. Mijamy znikające jezioro Dojran, gdzie pomimo szczerych chęci nie udaje nam się wykąpać i przenosimy nasze nadzieje na niewielkie jezioro położone w malowniczej dolinie.


Il. 1-2 A herd of not so wild buffalo





Il. 3-4 Wildfowl





Before reaching the lake, we stop at a roadside inn for a dinner, where we get a menu in Cyrillic. We try to recall our Russian language from a primary school lessons, but finally waiter saves us from oppression and convince to beer, blends of regional meats on a plate, Szopska salad, chips and tavce gravce (il. 5) i.e. beans in Macedonian style (highly recommend: http://en.wikipedia.org/wiki/Tav%C4%8De_grav%C4%8De). We licks our plates with satisfaction.

Przed dotarciem nad jezioro, zatrzymujemy się w przydrożnym zajeździe na obiad, gdzie dostajemy menu zapisane cyrylicą. Próbujemy przypomnieć sobie nasz rosyjski z czasów szkolnych, ale w końcu kelner ratuje nas z opresji i namawia na: piwo, półmisek mieszanki regionalnych mięs, szopką sałatkę, frytki oraz tavce gravce (il. 5) czyli fasolę po macedońsku (bardzo polecamy: http://pl.wikipedia.org/wiki/Tawcze_grawcze). Ukontentowani wylizujemy talerze.


Il. 5 Tavce gravce. Źródło: http://chasovipogotvenje.mk/2014/01/posno-gravche-tavche/




On the way to the lake we enjoy goodly off-road. Access to the water is long, winding, muddy (crossed by a small rivers) and bumpy. The lake is shallow, with a silty bottom. Withered tree protruding from the water (il. 7), but we are not discouraged and swimming naked like racial seals (one of the reasons is the fact that the air temperature has exceeded the magic 40° C). We are also able to make a great laundy, finally. We hang wet clothes like a Nepalese flags.

In the evening, we are talking close to fire, watching the flashes of lightning from a cloud hung on a nearby summit. The night promises to be calm and hot.

W drodze nad jezioro zaliczamy solidny off-road. Dojazd nad wodę jest długi, kręty, błotnisty (miejscami prowadzi przez małe rzeczki) i wyboisty. Jezioro jest płytkie, wystają z niego uschnięte drzewa (il. 7), a dno wyściela znaczna warstwa mułu, jednak my, nie zrażeni, pławimy się w nim nago niczym rasowe foki (jednym z powodów jest fakt, że temperatura powietrza przekroczyła już magiczne 40° C). Wreszcie robimy także solidne pranie, a mokre ubrania rozwieszamy niczym nepalskie chorągiewki.

Wieczorem, dyskutujące przy ognisku sylwetki, raz po raz, rozświetlają błyski wyładowań atmosferycznych, których źródłem jest chmura zawisła na pobliskim szczycie. Noc zapowiada się spokojna i gorąca.

Il. 6-7 Mountain lake





Il. 8 The underwear tree



Il. 9 No comment